Zastanawiałem się niedawno nad szczegółami modelu biznesowego mojej firmy i w myślach około tematu, w ramach dygresji, zastanawiałem się chwilę, dlaczego nie da się wyżyć z rozwoju wolnego oprogramowania.
Można wyróżnić dwa rodzaje firm starających się zarobić na wolnym oprogramowaniu. Firmy sprzedające support oraz firmy sprzedające software. Tu mała dygresja dla tych, którzy uznają mit, że wolnego oprogramowania nie wolno sprzedawać: a więc wolno. Nikt nie zabrania. Comprende? To idziemy dalej.
Jak działają firmy sprzedające support wszyscy dobrze wiemy, bo to znany i sprawdzony model w środowisku. A więc znajdujemy firmę która potrzebuje jakiegoś rozwiązania, znajdujemy wolny soft, który (przynajmniej z grubsza) spełnia założenia, wciskamy opowiastkę o niższym TCO i wdrażamy. Oprogramowanie jest oczywiście narowiste (z różnych przyczyn, najczęściej między monitorem a oparciem), więc podpisujemy umowę maintenance’ową na duże bucksy i życie jest piękne.
Przyjrzyjmy się teraz drugiemu pomysłowi. A więc mamy wspaniały produkt. Nie ważne, czy sami wymyśliliśmy, czy znależliśmy na freszmicie. Dopracowujemy go troszkę, dajemy ładne logo, wstawiamy wszędzie gdzie się da w oprogramowaniu nasze dane (tak, kolejny mit pada – wolno zrobić całkowity rebranding), piszemy kawałek instrukcji, „drukujemy” na powielaczu, wypalamy na ślicznie zadrukowanych płytkach i pakujemy w pudełka. Potem „tylko” trzeba znaleźć klientów. Załóżmy że to się udaje. Soft idzie jak świeże bułeczki, my zatrudniamy programistów do jego rozwijania. Pewnego pięknego (jak dla kogo) dnia przychodzi konkurencja i kupuje od nas jedno pudełko produktu. Wrzuca płytki na powielacz, sprzedaje we własnych, kartonowych pudełkach i sprzedaje do tego support. Klienci zaczynają się od nas odwracać. U konkurencji nie dość że taniej (my nie możemy tak tanio sprzedawać, bo ponosimy koszta produkcji, więc tam zawsze będzie taniej), to jeszcze z umową maintananceową za nieduże pieniądze. W tym właśnie momencie wypadliśmy z interesu, nawet jeszcze o tym nie wiedząc. Jedyne co możemy robić to przedłużać agonię. Bye, bye Eazel, we’ll miss you.
No dobrze, powiecie kochani – przecież firma która zabija producenta swojego głównego produktu, sama podcina gałąź na której siedzi. No, niewątpliwie…
Można by jeszcze rozważyć trzecią możliwość. Firma, która tworzy oprogramowanie, sprzedaje je i świadczy wsparcie. No, może jest to jakaś myśl, ale… wracamy do punktu drugiego. Ta produkcja oprogramowania, a konkretnie jej koszty, są i będą zawsze kulą u nogi. Firma sprzedająca rozwijany przez nas produkt i świadcząca tylko support, będzie miała zawsze mniejsze koszty niż my, dodatkowo go produkujący. Argument, że my jesteśmy lepsi, bo to nasz soft i my go lepiej znamy, jest fajny, ale przegrywa w konfrontacji z dyrektorem finansowym obserwującym czyste, żywe kolumny wycen.
Tak oto wpadamy w samounicestwiającą się spiralę. Da się wyżyć jedynie z wdrażania i wspierania wolnego oprogramowania. Tylko że kto niby ma je tworzyć i rozwijać..?

0 Responses
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.